Wieś została szybko zalana. Ludzie nie mieli czasu wyjść z domów i się schronić; zawaliło się około 20 budynków. Ratownicy wydostali z zalanych domów 50 osób.
Również po ulewach w rejonie 50-tysięcznego Kyrdżali na południu kraju przelewa się dziewięć zbiorników retencyjnych. Władze miasta ogłosiły stan klęski żywiołowej i zaapelowały do mieszkańców, by zgromadzili w domach zapasy żywności, wody pitnej i lekarstw.
Na skutek wycieku ze zbiorników retencyjnych zalane są stacje pomp, mosty, podtopione są dziesiątki budynków. We wsi Obrucziszte na południu pod wodą znalazło się ponad 200 domów. Zalany jest odcinek magistrali E 79 prowadzącej do największego punktu granicznego z Turcją Kapitan Andrejewo; samochody osobowe kierowane są do mniejszego przejścia Lesowo-Hamza Bejli.
Stan klęski żywiołowej ogłoszono w trzech obwodach południowo-wschodniej Bułgarii. Woda wzbiera w zbiornikach i rzekach po obfitych opadach śniegu i deszczu, kiedy po ostatnich mrozach temperatura podniosła się powyżej zera. Do akcji ratunkowej włączyło się wojsko.
Alarm powodziowy ogłoszono w gminach Złatograd i Nedelino, również zagrożonych przez przelewający się zbiornik retencyjny. W niedzielę spadło tam 100 litrów deszczu na metr kwadratowy i nadal pada. Obie miejscowości przygotowują się do ewakuacji.
Gdy wschodnią Bułgarię nawiedziły deszcze, w zachodniej pada śnieg. Tam, gdzie temperatura jest poniżej zera, na drogach pojawiła się gołoledź. Meteorolodzy przestrzegają przed powrotem mrozów - temperatura ma spaść do minus 15-20 stopni Celsjusza już we wtorek.
Według mediów bułgarskich, w niektórych dużych miastach, m.in. w Sofii, Płowdiwie i Kyrdżali, brakuje drewna na opał. Magazyny są puste; handlowcy tłumaczą, że nie przewidzieli tak srogiej zimy. Od niedzieli zamknięte są wszystkie przejścia graniczne między Bułgarią a Rumunią: nie kursują promy, zamknięty jest most na Dunaju i nie działają dwa przejścia lądowe.