Obecnie w Polsce mamy jedne z najwyższych prowizji za płatność kartą. Przeciętny Kowalski tego nie czuje, bo koszt ten ponosi sprzedawca. Wtedy my tylko stykamy się z karteczkami o treści: "Płatność kartą powyżej 20 złotych", dzięki temu sprzedawcy opłaca się uruchamiać terminal. Problem w tym, że takie praktyki są niezgodne z prawem.
Regulacja opłat za płatności kartami może choćby określić maksymalną wysokość stawki. Tu kryje się jednak kolejne niebezpieczeństwo, by nie wylać dziecka z kąpielą i by banki kosztów nie przerzuciły na nas klientów - bo takie pomysły też już były.
NBP liczy więc na szerokie porozumienie, którego efektem będzie to, że punktów gdzie można płacić kartą będzie więcej bo sprzedawcy przestaną bać się wysokich prowizji.
Jeśli do czerwca wydawcy kart i banki nie podpiszą porozumienia w tej sprawie i najpóźniej od nowego roku nie obniżą stawek, do gry wkroczy państwo i zmusi ich do tego.
Obecnie na prowizjach instytucje zarabiają rocznie miliard 400 milionów złotych.
kk/Radio ZET